niedziela, 4 września 2011

I amsterdam


Spieszę z nadrobieniem zaległości i wrzucenia kilka fotek z Amsterdamu. Do stolicy Holandii wybraliśmy się dokładnie tydzień później po Brukseli i tym samym pociągiem co tydzień wcześniej dojechaliśmy na miejsce w 3 godzinki. Samo miasto zrobiło nas nas ogromne wrażenie i każdy znajdzie w Amsterdamie coś dla siebie. Poza tym przechadzając się ulicami Amsterdamu można przekonać się, że ludzie są dla siebie naprawdę przyjaźnie nastawieni. Zdecydowanie dużo osób się uśmiecha i pomaga turystom w odnalezieniu drogi. 

Nie bez przyczyny Amsterdam określany jest często jak Wenecja Północy. W samym mieście jest niezliczona ilość kanałów, mostów, mostków, a przy brzegach przycumowane jest wiele łodzi i domków na wodzie. Rejs statkiem jest chyba najlepszym sposobem na odkrywanie tego miasta, kiedy niespieszne tempo pozwala do woli napawać się wdziękiem domów, bujną zielenią oraz urokami życia nad kanałami. Podobno w Amsterdamie jest około 2500 zalegalizowanych domków na wodzie i nie ma już miejsc na stawianie nowych. Jedynym więc sposobem, żeby zamieszkać u brzegu jednego z kanałów jest odkupienie już istniejącego. Barki-domy utytułowane są na betonowych fasadach, więc w środku nie buja i mają dostęp do miejskiej kanalizacji i pitnej wody. Kiedyś osiedlano się na wodzie z powodu kryzysu mieszkaniowego w Holandii, w tej chwili urosło to do rangi prestiżu. Podobno we Wrocławiu mamy już taki pierwszy ‘statek’ mieszkalny.

Kolejna rzecz, która na nas zrobiła wrażenie to masa rowerów na ulicach i to z jaką gracją Holendrzy jeżdżą na rowerach. Potrafią w trakcie jazdy rozmawiać przez telefon, a nawet pisać SMS’y, przewozić siebie nawzajem na ramie czy bagażniku i kierować jedną ręką w drugiej przewożąc jakieś paczki. Mi szczególnie spodobał się sposób w jaki rodzice przewożą w przyczepkach swoje dzieci. Spacerując uliczkami Amsterdamu trzeba jednak uważać na rozpędzone rowery i nie zapominać, że w Holandii to oni są królami dróg, mającymi pierwszeństwo zarówno przed samochodami, jak i przed pieszymi.

Z pewnością w Amsterdamie nie będą się nudzić miłośnicy muzeów. Trzeba przyznać, że muzea w stolicy Holandii to nie nuda i każdy znajdzie coś dla siebie, od muzeum historycznego (Amsterdams Historisch Museum), narodowego (Rijksmuseum), muzeum Van Gogha czy Rembrandta, poprzez muzeum diamentów, tulipanów, seksu, torebek, tortur czy marihuany i wiele wiele innych. Warto sobie zakupić kartę I amsterdam, z którą bezpłatnie wchodzi się do większości muzeów i która pozwala zaoszczędzić czas spędzony w długich kolejkach.

Większości turystom Amsterdam kojarzy się przede wszystkim z Dzielnicą Czerwonych Latarni. To z pewnością najpopularniejsza turystycznie dzielnica w Amsterdamie i najczęściej odwiedzana. Swoją nazwę zawdzięcza sposobowi, w jaki oferuje się tu płatną miłość. Otóż miejscowe prostytutki stoją w witrynach domów i prezentują swoje wdzięki przechodniom w dyskretnym czerwonym świetle. Panie te mają oficjalne licencje, przedstawicielki w izbie handlowej, no i oczywiście płacą podatki. Klienci, którzy pragną „skorzystać” z ich usług, wchodzą za szybę, na którą spada zasłona. Niestety fotografowanie w tej dzielnicy nie jest mile widziane i zdjęcia robiłam z ukradka ;)

Charakterystycznym elementem krajobrazu Amsterdamu są również działające tutaj coffee-shopy. Typowy holenderski coffee shop przypomina pub, w którym po zakupie marihuany bądź haszyszu można je skonsumować na miejscu. Ich działalność reguluje prawo, tak więc np. w jednym coffee shopie jednorazowo nabyć można maksymalnie pięć gramów używek i zabroniona jest sprzedaż osobom niepełnoletnim. Symbol zielonego listka stał się wręcz wizytówką miasta, a nasiona i pochodne cannabis można kupić na dowolnym targowisku miejskim. W konsekwencji przechadzając się po mieście często można spotkać grupy upalonej młodzieży i wyczuć woń palonej trawki.

O samym Amsterdamie można by pisać jeszcze wiele i polecam serdecznie wszystkim na wypad weekendowy. My na pewno wrócimy do Holandii w okresie wiosny, żeby zobaczyć holenderskie wiatraki i podziwiać w tym okresie całe połacie kwitnących kolorowych tulipanów.

sobota, 20 sierpnia 2011

Bruksela-serce Europy

W niecałe 1,5 godziny można pokonać dzięki TGV 300km dzielące Brukselę od Paryża. Postanowiliśmy skorzystać z tej okazji i dwa tygodnie temu wybraliśmy się na weekend do stolicy Unii Europejskiej. A oto kilka obliczy tego miasta, które udało nam się odkryć podczas tego krótkiego pobytu.

Bruksela historyczna
Każdy kto trafi do tego miasta, nie ominie jego serca- słynnej brukselskiej starówki uznanej za jedną z najpiękniejszych w Europie. Fasady tutejszych kamienic są jak sprzedawane w okolicznych sklepach belgijskie koronki. Jest to z pewnością najbardziej ulubione miejsce spotkań turystów i mieszkańców stolicy Belgii. Tutaj też w parzystych latach rozkładany jest ogromny dywan z kwiatów. Układany jest z tysiąca kwiatów, a jego wzór jest za każdym razem inny, w zależności od tematu. Może następnym razem uda nam się go zobaczyć. Warto pospacerować po wiekowych wybrukowanych uliczkach starówki i pooglądać jego architektoniczne perełki, takie jak elegancki Ratusz (Hôtel de Ville) oraz położoną naprzeciwko rezydencję królów hiszpańskich (Maison du Roi).
Oczywiście, żadna wizyta w Brukseli nie może się obejść bez odwiedzenia siusiającego chłopca – Manneken Pis. Jak na ten rozgłos jest to raczej skromna figurka, ale ma za to wielką kolekcję garderoby, liczącą obecnie niemal 800 strojów z całego świata (w tym pilota LOTu, polskiego stoczniowca i krakowiaka). Wszystkie ubranka można obejrzeć w muzeum miejskim. Często chłopczyk bywa ubrany, jednak na nasz przyjazd Manneken Pis świecił radośnie golizną :) Podobno chłopczyk ma siostrę, jednak nam w żaden sposób nie udało nam się zlokalizować fontanny z siusiającą dziewczynką. 


Bruksela komiksów
Komiksy to z pewnością belgijska specjalność. To właśnie z tego kraju wywodzą się takie postacie jak Lucky Luke, Smerfy czy Tintin. Komiksy można kupić w specjalistycznych sklepach, muzeach i na stacjach metra. Można je również obejrzeć na ścianach budynków – zarówno tych nowoczesnych, jak i zabytkowych. Podobno władze miasta od jakiegoś czasu zachęcają obywateli do zdobienia zaniedbanych ścian kolorowymi historyjkami ze znanymi postaciami w rolach głównych. Oryginalną atrakcją Brukseli związaną z historyjkami obrazkowymi jest również działające od 1989 r. tzw. Belgijskie Centrum Komiksu (Belgian Comic Strip Center).


Bruksela europejska
Bruksela to stolica zjednoczonej Europy i mieści się tutaj wiele budynków Unii Europejskiej, między innymi siedziba Parlamentu Europejskiego, Komitetu Europejskiego, Rady Europejskiej czy też Komitetu Regionów. Wszystkie te nowoczesne budynki znajdują się obok siebie i gdy spacerowaliśmy w weekend nie spotkaliśmy tam żywej duszy. 


Przy też okazji warto też wspomnieć o innym symbolu miasta - Atomium. Jest to 102-metrowy model kryształu żelaza, który powiększono 165 mld razy!!! i zbudowano z okazji Światowej Wystawy EXPO w Brukseli. Podobno z najwyżej położonej kuli Atomium roztaczają się wspaniałe widoki na całą stolicę Belgii, ale ponieważ było bardzo pochmurnie zrezygnowaliśmy z tej atrakcji.


Bruksela smakowita
Tę polubić najłatwiej :) Brukselę nazywa się czekoladową stolicą, gdyż wyrabiana tu czekolada uchodzi powszechnie za najbardziej luksusową i najlepszą na świecie. Tutejsze praliny kupuje się na sztuki układane w pudełeczka niczym dzieła sztuki. Naprawdę ciężko jest przejść obojętnie obok wystawy elegancko ułożonych czekoladek takich marek jak Neuhaus, Godiva czy Leonidas. Kolejną bombą kaloryczną są belgijskie gofry wyrabiane z ciasta pełnego grudek cukru, polane gorącą gęstą czekoladą lub posypane świeżymi owocami oraz frytki, które właśnie pochodzą z tego kraju i sprzedawane są w ogromnych rożkach.
Narodowym napojem Belgów jest z pewnością piwo. Ciężko jest stwierdzić ile gatunków tego złotego trunku się tutaj wytwarza. Spróbować tu można zarówno tradycyjnie ważonych lokalnych piw, jak i tych wyszukanych, niezmiernie oryginalnych, o różnych, czasami zaskakujących nas, smakach, jak np. czekolady, grejpfruta itd. Piwa można się napić w zasadzie wszędzie. Każda knajpka wystawia przed witrynę kilka stolików, przy których można, z dużego kieliszka, strzelić sobie wyśmienite piwko. 


Bruksela brudna
Bruksela ma wiele pozytywnych twarzy, ale jedyna rzecz, która nas zaskoczyła to brudna strona tego miasta. Jak się okazało w Brukseli nie wyrzuca się śmieci do kontenerów, ale pakuje w worki foliowe, po czym wystawia przed dom a stosowne służby miejsce konsekwentnie nie nadążają z ich usuwaniem. Ile trzeba by taki worek foliowy ujawnił swoją zawartość? Niewiele. Ciekawy pies, głodny ptak, kawałek rozbitego szkła, trochę nudy i ludzkiej głupoty. Efekt jest taki, że w zasadzie nie ma w Brukseli miejsca, w którym po ulicy nie walałyby się śmieci. Powód drugi to zaniedbanie. Bruksela pełna jest ładnej, typowo flamandzkiej architektury. Niestety, architektura ta jest koszmarnie brudna i aż prosi się o renowację.


czwartek, 4 sierpnia 2011

Vive les vacances !!!


Szczyt urlopowy przypada we Francji na przełomie lipca i sierpnia. Można to zauważyć w pracy, na ulicach, w metrze i na witrynach wielu sklepów oraz knajp. Zaskoczyło mnie to, że wszyscy wyjeżdżają dosłownie w tym samym czasie i że właścicieli sklepów czy restauracji stać jest na zupełne zamknięcie biznesu na przynajmniej 2-3 tygodnie. Chyba wychodzą z założenia, że skoro ich klienci wyjeżdżają to i tak przychód będzie mniejszy, więc i oni w tym czasie mogą sobie i swoim pracownikom pozwolić na wypoczynek. A na ilość urlopu Francuzi nie mogą narzekać. We Francji obowiązuje 25 dni wolnego w ciągu roku oraz 35 godzinny czas pracy. Został on wprowadzony po to, żeby generować dodatkowe miejsca pracy oraz żeby dać pracownikom możliwość spędzania więcej czasu z rodziną oraz na konsumpcji. Założenie było takie, że gdy ludzie mają czas to więcej pieniędzy wydają na kawiarnie, restauracje, kina, teatry, wypady weekendowe, etc. W rzeczywistości to ostatnie się nie spełniło a dodatkowo w wielu firmach czas pracy wydłużany jest np. do 40 godzin, przez co pracownikom przysługuje tzw. R.T.T. (reduction du temps du travail). Godziny nadliczbowe są rekompensowane zwykle w formie dni wolnych od pracy i tak dodatkowo w zależności od firmy dochodzi do 25 dni R.T.T., czyli razem do 50 dni wolnego w ciągu roku przy 40 godzinnym wymiarze pracy. Marzenie !!! 
 
Z drugiej strony sierpniowa przerwa wakacyjna Francuzów może stać się również koszmarem dla tych, którzy akurat nie wypoczywają. Oprócz większego luzu w metrze, sierpień to zwykle remonty w mieście, zamknięta ulubiona piekarnia czy knajpa, skrócone godziny i tak krótko otwartych urzędów i banków, gnijące tematy w robocie, które czekają na powrót wszystkich zainteresowanych i ja przygotowująca budżet logistyki na 2012 dla centrali w Szwajcarii, która wcale nie wzięła pod uwagę okresu wakacyjnego...