i jak się Wam podoba?
piątek, 17 czerwca 2011
czwartek, 2 czerwca 2011
Metro w Paryżu
Ktoś kiedyś powiedział, że metro w Paryżu można kochać lub nienawidzić. Kocha się je za to, że można się nim przemieszczać po całym mieście, a nienawidzi za tłok i hałas.
Kiedy po raz pierwszy przyjechałam do Paryża jakieś 5 lat temu byłam zachwycona tą pajęczyną połączeń, stacjami metra rozsianymi prawie na każdym kroku, szybkością przemieszczania się po mieście oraz logicznym oznakowaniem przesiadek. Teraz mam dodatkowe spostrzeżenia, ale o tym za chwilkę.
Pierwsze linie paryskiego metra zostały otwarte w 1900 roku. Obecnie jest ich 16 plus 5 linii regionalnej miejskiej sieci kolejowej-RER. Obsługuje je 300 stacji metra! To właśnie z Paryża wywodzi się współczesne słowo Métro, jest to skrót od Chemin de Fer Métropolitain, czyli Miejskiej Kolei Żelaznej. Każda linia jest specyficzna i każda ma swoją historię. Np. linia 13 jest najdłuższa i liczy sobie 22,5 km, linia 14 jest obsługiwana automatycznie i jest najszybsza (80km/h), linia 4 jest najbardziej duszna a linia 3 najbardziej zatłoczona. Zdecydowanie polecam jazdę "czternastką" w pierwszym wagonie, tuż przed szybą, gdzie ma się ciekawy widok na tunel i gdzie trochę czuje się jak na roller-costerze.
Bilety i karnety (w tym tygodniowe i miesięczne) nie należą do najtańszych, a ich cena zależy od strefy (od 1 do 6). Na szczęście pracodawcy najczęściej zwracają 50% ceny biletu miesięcznego i wtedy już jego kupno tak nie boli. Przykładowo cena mojego biletu miesięcznego na strefę 1-3 to 80 euro. Bardzo fajnym rozwiązaniem jest to, że gdy kupujesz bilet jednorazowy, uprawnia Cię on do przejazdu w dowolne miejsce i z dowolną ilością przesiadek. Dezaktywuje się dopiero, gdy wychodzi się z metra. Oczywiście nie opłaca się oszukiwać przy przejazdach ze względu na częste kontrole, gdzie grupa kanarów obstawia wyjście metra. Niemniej jednak zawsze można próbować i wtedy, można przejść przez bramkę "w przytuleniu" do kogoś, przeskoczyć (w zależności od rodzaju bramki) albo skorzystać z zepsutej bramki, która jest cały czas otwarta. W paryskim metrze gapowicze zakładają również nieformalne kasy ubezpieczeniowe, które regulują za nich mandat. Gapowicze wpłacają do wspólnej kasy po 5-7 euro miesięcznie, czyli niewiele w porównaniu do cen biletów miesięcznych. Ciekawy pomysł, choć z drugiej strony mało komfortowe jest to kombinowanie jak wejść do metra.
Co lubię w paryskim metrze?
1. To, że można bardzo szybko dostać się w każde miejsce Paryża.
1. To, że można bardzo szybko dostać się w każde miejsce Paryża.
2. To, że są stację metra na każdym kroku.
3. To, że jest bardzo dobrze oznakowane.
4. To, że czasem można posłuchać starych piosenek - i to nie tylko na stacjach, ale czasem tez w wagonach.
Czego nie cierpię w paryskim metrze (zwykle rano)?
1. Ludzi, którzy wpychają się na siłę do przeładowanego wagonu a potem drzwi nie mogą się zamknąć. Na mojej stacji rano pracują "dopychacze", którzy sprawnie upychają ludzi w wagonie.
2. Ludzi, którzy siedzą na rozkładanych siedzeniach przy drzwiach i nie chcą wstawać, gdy inni się tłoczą na stojąco.
3. Ludzi, którzy ulegają wypadkom w metrze i potem pociągi nie kursują na połowie trasy.
4. Zapachu sików.
5. Czasem dłuższym przesiadek niż sam przejazd.
6. Ludzi, którzy próbują wejść do wagonu zanim wyjdą z niego poprzedni pasażerowie.
7. Duchoty.
1. Ludzi, którzy wpychają się na siłę do przeładowanego wagonu a potem drzwi nie mogą się zamknąć. Na mojej stacji rano pracują "dopychacze", którzy sprawnie upychają ludzi w wagonie.
2. Ludzi, którzy siedzą na rozkładanych siedzeniach przy drzwiach i nie chcą wstawać, gdy inni się tłoczą na stojąco.
3. Ludzi, którzy ulegają wypadkom w metrze i potem pociągi nie kursują na połowie trasy.
4. Zapachu sików.
5. Czasem dłuższym przesiadek niż sam przejazd.
6. Ludzi, którzy próbują wejść do wagonu zanim wyjdą z niego poprzedni pasażerowie.
7. Duchoty.
niedziela, 29 maja 2011
Spacer po Dzielnicy Łacińskiej
Jest to najstarsza część Paryża, położona na lewym brzegu Sekwany, tuż obok katedry Notre Dame. Niewątpliwie Dzielnica Łacińska jest jedną z ładniejszych w Paryżu. Od założenia Sorbony stała się synonimem życia uniwersyteckiego, a historia jej nazwy wywodzi się z czasów, kiedy to studenci i profesorowie posługiwali się tylko językiem łacińskim. Charakterystyczną cechą tej dzielnicy jest również to, że wszystkie ulice wzięły swoje nazwy od osób związanych z religią lub nauką.
Sercem Dzielnicy Łacińskiej jest Panthéon, który powstał jako dar dziękczynny Ludwika XV. Ślubował on bowiem odbudować stojący w tym miejscu, bardzo zniszczony kościół św. Genowefy (patronki Paryża), jeżeli ta przyjdzie mu z pomocą w chorobie. W czasie rewolucji kościół ten jednak zamieniono na Świątynię Sławy ku czci wielkich Francuzów. W Panteonie spoczywają m. in. Wolter, Victor Hugo, Emile Zola, Jean Moulin oraz jak na razie jedyna kobieta Maria Skłodowska – Curie.
Obok Panteonu wznosi się jeden z najbardziej znanych i niezwykłych kościołów- Saint Etienne du Mont, w którym znajduje się między innymi relikwiarz św. Genowefy i jedyne zachowane w Paryżu lektorium.
Parę kroków dalej usytuowane jest bardzo prestiżowe, ale publiczne liceum Henryka IV oraz wspomniana wcześniej Sorbona.
Spacerując dalej Dzielnicą Łacińską napotykamy kolejny piękny średniowieczny kościół St-Severin oraz najstarszy w Paryżu kościół St. Julien-le-Pauvre, w których często odbywają się koncerty muzyki klasycznej.
Dzielnica Łacińska to dzielnica pełna krętych uliczek ale także okazałych kamiennic.
Na szczególną uwagę zasługuje ulica Mouffetard- gwarna, kolorowa uliczka pełna atmosfery Paryża. Znajdziemy tu nie tylko targ ze świeżymi warzywami i owocami, sklepiki z francuskim serem, winem, pasztetem czy owocami morza, ale także pełno kafejek, naleśnikarni i restauracji (w tym polską restaurację Cracovia ;)
Na koniec spaceru po Dzielnicy Łacińskiej warto wstąpić do meczetu (Mosquée de Paris). Znajduje się tam herbarciarna pod gołym niebem, gdzie można napić się miętowej herbaty. Jest to wspaniałe miejsce do odpoczynku w upalny dzień.
poniedziałek, 23 maja 2011
Fenomen papierowej czerwonej torebki z La Fayette
Tak swoją drogą to na pewno wrócę jeszcze do tej galerii, ze względu na bardzo ciekawe i malownicze wnętrze, a także na taras widokowy.
środa, 18 maja 2011
Tydzień pełen kulturki
Ostatni tydzień był dla nas wyjątkowo obfity w wydarzenia kulturalne.
Zaczęliśmy w piątek, czyli w Europejską Noc Muzeów od mało znanego muzeum Cognacq-Jay, które znajduje się w dzielnicy Marais. W uroczej i kameralnej atmosferze mieliśmy okazję obejrzeć bogatą kolekcję dzieł sztuki z XVIII wieku. Z tej wizyty szczególnie zapamiętam "lit à la polonaise", czyli łóżko Polki, na którego temat dostaliśmy darmowy wykład przez przypadkowego historyka sztuki.
Kolejnym naszym celem było mieszkanie Victora Hugo usytuowane na Placu Vosges. Samo mieszkanie liczy zaledwie kilka pomieszczeń, ale nam udało się wydłużyć wizytę dzięki tymczasowej wystawie pod tytułem "Les Hugoobjets", poświęconą rzeczom z wizerunkiem pisarza, jak karty do gry, tytoń, fotografie, czekoladki, monety, etc. Autor "Les Miserables" był tak popularny i uwielbiany, że każdy chciał wykorzystać jego wizerunek do sprzedaży swoich produktów (nawet licytowano bilety na jego pogrzeb...).Po małym odpoczynku udaliśmy się do Instytutu Arabskiego (Insitute du Monde Arabe). Największe wrażenie zrobiły na nas okna tego budynku, które przypominają swego rodzaju obiektyw z przesłoną. Przesłona ta otwiera się lub zamyka, w zależności od natężenia światła, wpuszczając go mniej lub więcej do wnętrza budynku. Bardzo ciekawe rozwiązanie. Niestety było już późno i taras widokowy Instytutu był zamknięty, a wielka szkoda bo podobno roztacza się stąmtąd przepiękny widok na Paryż. Po drodze do domu wstąpiliśmy jeszcze do muzeum opieki medycznej (Musee de l'Assistance Publique) i w ten sposób tego wieczoru "zaliczyliśmy" aż 4 muzea....
Tydzień pełen kulturki był nie tylko związany z muzeami, ale również z teatrem i kinem. W niedzielę późnym popołudniem udaliśmy się do bardzo kameralnego teatru na zabawną sztukę pod tytułem "How to become a Parisien in one hour". Jest to jednoosobowy show grany przez Oliviera Giraud, w którym prezentuje 10 lekcji jak stać się prawdziwym Paryżaninem. Show jest po angielsku, ale z bardzo wyraźnym akcentem francuskim :) Aktor cały czas wchodzi w interakcje z publicznością, trafnie odzwierciedla nie tylko zachowania Paryżan, ale i odwiedzających stolicę Francji- turystów. Ogromna dawka śmiechu zapewniona i z chęcią byśmy powtórzyli te popołudnie z Olivierem jeszcze raz! Zresztą przekonajcie się sami...
Na uwieńczenie naszego tygodnia kulturalnego udaliśmy się do kina na film Woody'ego Allena "Północ w Paryżu", który otworzył tegoroczny festiwal w Cannes. Film jest lekki i dowcipny i naprawdę serce mięknie jak odkrywa się sposób, w który Allen przedstawił Paryż. Chcę poznań Paryż od takiej właśnie strony! Polecam! A tutaj oficjalny trailer do filmu... Pierwszy wpis
W tym tygodniu minie 8 tygodni odkąd zaczęła się moja przygoda z Paryżem...
Dużo się dzieje, czas pędzi jak szalony i przyszła refleksja, żeby spisać ten mój kawałek życia we Francji i podzielić się różnymi refleksjami/ciekawostkami.
Oczywiście nie wiem na ile starczy mi zapału, czasu i inwencji na dodawanie kolejnych wpisów. Tym bardziej, że niestety wolnego czasu mam niewiele. Na razie jednak jestem pełna zapału :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)




